Radom nieznany, cz. 2
Wstęp z części I „Kiedy kilka dni temu wtaczałem się na radomski dworzec pociągiem z Krakowa, pomyślałem, jak dobrze że mimo wszystko to jeszcze Małopolska. Dokładnie tak pomyślałem i wcale wbrew wszystkiemu, nie byłem w błędzie. To najprawdziwsza małopolska, nie taka zjawiskowa jak w Krakowie, czy okolicy ale i wcale nie najgorsza. Dzięki temu smutek z powrotu na „ścianę wschodnią” był mniejszy. Tak samo, żeby nie było, możemy pocieszać się w Dęblinie, Puławach, Kazimierzu i Lublinie, choć Radom leżący na lewym brzegu Wisły jakoś bliższy zdaje się być historycznie i kulturowo Sandomierzowi i Krakowowi.
Tekst ten będzie opatrzony fotografiami z ostatniego wyjazdu zorganizowanego dla moich znajomych z Puław, którzy nigdy turystycznie nie patrzyli na Radom, a wrócili z niego zaintrygowani i zauroczeni. Wspomnę jeszcze na wstępie, że miasto to posiada wspaniały układ przestrzenny, który daje możliwość chronologicznego spaceru przez epoki od X wieku do współczesności. A więc zapraszam w drogę!”
Opuszczając Miasto Kazimierzowskie, by przejść się radomskim deptakiem, koniecznie trzeba zboczyć najpierw kawałek na północ ulicą Jacka Malczewskiego, by zobaczyć miejsce narodzin tego jednego z najwybitniejszych polskich malarzy. Należy tu wspomnieć o znamienitych Radomianach. Najjaśniejszą postacią, zresztą najlepiej chyba upamiętnioną w przestrzeni miasta jest wybitny malarz Jacek Malczewski, urodzony tutaj i przez całe swoje życie mniej lub bardziej z miastem związany. Jego imię nosi radomskie muzeum, posiadające także imponującą kolekcję jego dzieł. Z Radomia pochodzili także dwaj wielcy ojcowie polskiej turystyki górskiej. O jednym z nich słyszał każdy z nas. To nikt inny jak sam Tytus Chałubiński, odkrywca i piewca Tatr i Zakopanego, pionier polskiego taternictwa. Drugi, mniej znany w kraju ale uwielbiany na Śląsku, to radomski ewangelik, Bogumił Hoff. Odkrywca turystycznych i uzdrowiskowych walorów Beskidu Śląskiego i Wisły. O kolejnych wybitnych Radomianach wspomnę jeszcze później.


Naprzeciw kamienicy z tablicą upamiętniającą narodziny malarza, znajduje się ciekawy, klasycystyczny budynek o różowo-białej fasadzie. To dawny budynek loży masońskiej z pocz. XIX stulecia projektu samego Jakuba Kubickiego, tego samego który zaprojektował m.in. słynne arkady u podnóża zamku królewskiego w Warszawie oraz dokonał przebudowy Belwederu. Radomska loża zachowała sporo wolnomularskich detali, które można zaobserwować także z zewnątrz (patrz zdjęcie).

Naprzeciwko znajduje się gmach Resursy Obywatelskiej, a przed nim pomnik Jacka Malczewskiego. Resursa była przez dziesięciolecia miejscem spotkań mieszczan radomskiech w XIX i na początku XX wieku. W zasadzie budynek pełni ważną rolę wśród mieszkańców do dnia dzisiejszego. W latach 1986-1999 budynek był siedzibą Wojewódzkiego Ośrodka Kultury i Sztuki Resursa Obywatelska, a po likwidacji województwa radomskiego przekształcono go w Ośrodek Kultury i Sztuki Resursa Obywatelska.

Wracamy w stronę ulicy Żeromskiego, czyli głównego radomskiego deptaka, żeby zobaczyć położony poza murami Miasta Kazimierzowskiego zespół klasztorny oo. Bernardynów. Jest to najcenniejszy gotycki zabytek w mieście. Zachował w zasadzie nie zmienioną średniowieczną bryłę do dnia dzisiejszego. Ponadto jego otoczenie i wnętrze jest pełne ciekawostek i osobliwości. Z zewnątrz jest to na pewno unikalny gotycki piekarnik, który wygląda jak mały domek dobudowany do klasztoru. Wewnątrz to przepiękne łukowato sklepione krużganki i magicznie wręcz piękny i zaciszny wirydarz, co ciekawe, niemal zawsze można zboczyć z głównej ulicy zajrzeć w te miejsca, zawsze są otwarte.

Nad wyposażeniem bernardyńskiego kościoła pw św. Katarzyny Aleksandryjskiej i o osobach w nim pochowanych można by pisać i mówić długo. Wybrałem więc najcenniejszy zabytek z jego wnętrza. Jest to późnogotyckie, rzeźbiarskie przedstawienie motywu deesis. Figury zadziwiają swym realizmem, tak bardzo charakterystycznym w sztuce późnego gotyku. Uderzające i nieprzypadkowe są skojarzenia z ołtarzem autorstwa Wita Stwosza z Kościoła Mariackiego w Krakowie. Najprawdopodobniej autorem radomskiego deesis jest jeden z uczniów krakowskiego mistrza.

Z żalem opuszczamy gościnne mury kościoła Bernardynów i skręcamy w lewo na radomski deptak. Ja osobiście lubię nazywać go „radomską piotrkowską”, podobieństw do łodzi jest bowiem wiele. Miasto w okresie zaborów podobnie jak Łódź stało się bardzo istotnym punktem na mapie gospodarczej Królestwa Polskiego. Ponadto miasto zostało stolicą województwa sandomierskiego, odbierając historycznie ugruntowaną palmę pierwszeństwa w regionie Sandomierzowi, który po kongresie wiedeńskim został peryferyjnym rosyjskim miasteczkiem przy granicy z Austrią. Doskonale rozwijał się przemysł. Przez dziesięciolecia miasto posiadało garbarnie, zakłady tytoniowe, słynną fabrykę broni, drukarnie, browar i wiele innych. Ciekawostką jest że w okresie międzywojennym w Radomiu swoje telefony produkował nawet znany koncern Ericsson. Przy reprezentacyjnym deptaku, onegdaj głównej ulicy miasta prowadzącej prosto do Lublina, swoje kamienice i pałace stawiali najbogatsi i najznamienitsi przedsiębiorcy Radomscy.


Wiele uroku posiadają bramy na Żeromskiego, stanowiące jakby portale do małych prywatnych światów z niedalekiej przeszłości…


W jednej z takich bram znajduje się prawdziwa perełka. Dawna drukarnia Jana Kantego Trzebińskiego. Budynek ma już niemalże 100 lat, a jego projektantem był sam prof. Adolf Szyszko-Bohusz. Sama historia drukarskiej rodziny Trzebińskich, która przeniosła się z Krakowa do Radomia, ma już 200 lat… Budynek jest przepiękny, posiada mnóstwo wysmakowanych detali, mimo że dziś jest mocno zaniedbany i zapomniany, to powinien być obowiązkowym punktem każdej wycieczki do tego miasta.


Nieco dalej na Placu Konstytucji znajdują się dwa niewielkie pomniki upamiętniające kolejne dwie postaci związane z Radomiem i jego okolicami. Jedną z nich jest urodzony w Radomiu prof. Leszek Kołakowski, miejscowe muzeum posiada także izbę pamięci jemu poświęconą. Drugą z nich jest natomiast – Witold Gombrowicz, który nie pochodził z miasta ale często przebywał w okolicach. Ponadto w pobliskiej Wsoli znajduje się nowoczesne muzeum tego pisarza.

Nad placem dominuje z kolei majestatyczna była kościoła pw. św. Stanisława Kostki. To dowód na dawną dominację rosyjskiego zaborcy, który kazał postawić w centrum miasta olbrzymią cerkiew garnizonową. Gmach po wojnie został zamieniony na kościół katolicki.

Od Pl. Konstytucji, deptak jeszcze przez chwilę wspina się nieco pod górkę, by zakończyć się na Pl. Corazziego obok gmachu dawnej Komisji Województwa Sandomierskiego. To pamiątka po wspomnianych już czasach, gdy województwo sandomierskie miało siedzibę w Radomiu. Naprzeciw w Parku Kościuszki, znajdziemy jeszcze majestatyczny pomnik Jana Kochanowskiego. Poeta był dość luźno związany z samum miastem, ale pochodził z Sycyny w ziemi radomskiej i mieszkał oraz tworzył w Czarnolesie, który w niej leżał.


Jeśli mamy samochód możemy podjechać, jak nie przejść się, ale koniecznie musimy zajrzeć podczas zwiedzania Radomia pod adres Kopernika 1, do Mazowieckiego Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia”,gdzie w starej poprzemysłowej przestrzeni znajduje się galeria sztuki i centrum konferencyjne. Miejsce jest podwójnie szczególne, gdyż Radom już w 1901 roku, wcześniej nawet od Warszawy, posiadał własną elektrownię miejską. Jej gmach zachował się doskonale do naszych czasów i tym sposobem pośród dawnego wyposażenia elektrowni, możemy zgłębiać sztukę współczesną.
Uważam, że jak na jednodniową wycieczkę poznawczą po Radomiu jest to wystarczająca ilość punktów, które mogą Państwo zobaczyć jednego dnia. Proszę mi wierzyć, iż jest to jedynie krótki wycinek ciekawostek i historii starego małopolskiego miasta, które przez chichot historii, dziś znalazło się na Mazowszu. Miasta, któremu całkiem niesłusznie przypięto łatkę brzydkiego i nieudanego.
Tekst/zdjęcia Jan Szajowski
